J&A

Kolejne spotkanie z fantastyczną parą… znów sporo nieprzewidzianych sytuacji (najfajniejszych dla mnie:) i sporo tekstów, które szybko zyskały tytuł ” tekstów dnia “:)

Zaczęło się zwyczajnie – jak zwykle pojechaliśmy z operatorem kamery (pozdrawiam Robert) nie pod ten adres co trzeba. Okazało się że podany przez Pannę Młodą nr 40/3 a 3/40 to jednak różnica (pozdrawiam Julita:). Salon fryzur Spinky okazał się miejscem, którego w zasadzie skomentować się nie da. Jeśli ktoś nie uda się tam i nie odda w ręce stylisty-rzeźbiarza nie będzie w stanie wchłonąć z opisu tego miejsca tej atmosfery, tej różowości, tej “miękkości” :) Błogosławieni Ci co nie widzieli a uwierzyli:)

Potem było już tylko lepiej – szybko nabraliśmy doskonałego humoru czego zwieńczeniem był iście Python’owski dialog operatorów audio-video-foto czyli Roberta i mnie. Poszło o to, że i Julita i ja oryginalnie jesteśmy z Poznania więc padło zawsze wyczekiwane pytanie:

Robert – “A kiedy przyjechałeś do Warszawy?” – (sądząc, że musiałem z P-nia na zdjęcia wyjechać naprawdę wcześnie bo i wcześnie zaczynaliśmy zdjęcia)

Ja – ” Hmm… no jakieś 4 lata temu:)))” (czyli mniej więcej wtedy kiedy sprowadziłem się do Wawy)

Robert – ” To czymżeś ty do cholery jechał i którędy?!?!? :))))) ”

Potem poszło już gładko pomijając nie do końca dopasowane spodnie Pana Młodego doszlifowane w zaprzyjaźnionym “zakładzie po schódkach w dół” , zatrzaśnięte klucze do samochodu i kilka innych faktów, o których strach mówić:)

A więc zapraszam… !:)